Marek Raduli - czytenia: 
 teksty, artykuły i wywiady
Się dzieje CZYTELNIA SPRZĘT GITARY PŁYTY GALERIA Po godzinach
Czytelnia - wywiady i rozmowy


Podczas imprezy Vena Music Festival (w Łodzi we wrześniu 2007 r.)
przez cały tydzień trwały otwarte dla wszystkich warsztaty  muzyczne
prowadzone przez Marka Raduli, Tomasza Łosowskiego i Krzysztofa Ścierańskiego.
Z Markiem rozmawiał Krzysztof Kowalewicz;
wywiad ukazał się w Gazecie Wyborczej Łódź 17 września 2007 r.
(autor wywiadu publikuje także w serwisie RockMetal.pl i Codziennej Gazecie Muzycznej)


 Vena Music Festival logo

Ucząc innych, uczę siebie

Krzysztof Kowalewicz – Czujesz się profesorem gitary?

Marek Raduli - Raczej starszym i bardziej doświadczonym kolegą młodych ludzi, którzy chcą pracować w tym zawodzie, udzielać się twórczo na scenie. Siłą rzeczy - będąc wykładowcą - mam przywilej korzystania ze statusu profesora, ale faktycznie nie aspiruję do tego tytułu. Sam bardzo wiele muszę się jeszcze nauczyć. Przez lata zajmowałem się muzyką rockową i to opóźniło realizowanie moich planów związanych z muzyką instrumentalną. Wywodzę się przecież z opolskiego środowiska jazzowego. Jednak okrutny los rzucił mnie na wspaniałe tory dewastacji rockowej. Stało się to za moją zgodą, ale żeby odetchnąć od rocka robiłem sobie co jakiś czas odnowę duchową. Dzięki temu grałem między innymi ze Zbyszkiem Lewandowskim w Three Generations Trio. Od 2003 roku pochłania mnie bez reszty muzyka improwizowana i tak zostanie, aż nasycę się radością grania z takimi gigantami jak Krzysztof Ścierański, Zbigniew Jakubek czy Wojciech Pilichowski.

K. K.: – Uczenie innych sprawia Ci radość?

M. R. – Olbrzymią. Cieszę się, że mam dobrą komunikację z młodymi ludźmi. Nie dziele się z nimi zbiorem nudnych formułek, tylko wiedzą przydatną bezpośrednio na scenie. Kilku moich wychowanków już pracuje zawodowo jako muzycy. Są wdzięczni za skuteczne rady. Takie warsztatowe spotkania to również bardzo dobra lekcja dla wykładowcy. Za każdym razem, nawet cofając się głęboko do prostych zasad, utrwalam sobie kwestie, które w rozwoju muzycznym są szalenie ważne, a na co dzień jeżdżąc na koncerty nie ma się na to czasu.

K. K.: – Teraz młodzi są inni niż Ty kiedy zaczynałeś grać?

M. R. – Tak i nie. Wyczuwam u nich ten sam rodzaj emocji i marzeń. Mają łatwiej o tyle, że jest większy dostęp do instrumentów, szkół i systemów nauki, również w Internecie. To pociąga za sobą także trudności. Masowość dostępu do wiedzy i instrumentów stworzyła silny, konkurencyjny rynek. Jest wielu młodych ludzi grających wspaniale z oszałamiającą techniką. Kiedyś to była rzadkość.

K. K.: – Uczysz techniki, czy komponowania?

M. R. – Pokazuję, jak gra się w różnych stylach. Poza tym opowiadam głównie o zjawiskach z jakimi młodzi ludzie mogą się zetknąć, np. jak poradzić sobie z niechęcią do systematycznego ćwiczenia. Ostrzegam również przed "przećwiczeniem". Można zostać wybitnym wirtuozem, ale w grze nie czuje się ducha. Na bazie formuły: dom i muzyka, którą sobie wypracowałem na warsztatach, mówię o rytmie, harmonii i melodyce. Muzyka musi być naszym domem, tak więc budowanie zaczynamy od fundamentów.
Tymczasem młodzi ludzie są od razu zapatrzeni na dach. Dlatego niektórzy potrafią zagrać oszałamiające wirtuozerskie frazy, które wypracowali przez kilka lat grania na zasadzie małpiej zręczności. Zupełnie przy tym nie mają świadomości w jakiej to jest tonacji, z jakich akordów powinien składać się podkład.


K. K.: – Co można przekazać młodym ludziom w ciągu kilku dni?

M. R. – Czasami jedno spotkanie z dobrym nauczycielem powoduje że otwierają się pewne pozamykane korytarze działające jak azymuty. Oczywiście nikogo w ciągu trzech dni nie nauczy się grać. Moje warsztaty mają uświadomić uczestnikom, jak skutecznie dalej kształcić się samemu, jaka pora najlepsza jest na naukę, jaka na słuchanie. Opanowanie instrumentu to dopiero początek. Żeby funkcjonować w tym zawodzie, mieć radość z grania i dawać ją innym, potrzeba dużo więcej.

K. K.: – Jaka jest proporcja między umiejętnościami, a talentem?

M. R. – Nie zastanawiam się nad tym. Tak de facto słuchacza te proporcje nie interesują, tylko przekaz. Czasami bardzo skromne środki mogą wywołać duże przeżycia, bo mamy do czynienia z silną osobowością, ciekawym sposobem wydobywania dźwięków albo mocną treścią. Nieodzowna w grze jest świadomość wydobywania dźwięków.

K. K.: – Żeby grać w zespole trzeba mieć też mocny charakter, osobowość. Tego też uczysz?

M. R. – O tym mówię bardzo dużo. Przez 30 lat pracy wiele widziałem i dużo mi się przydarzyło. Do dziś mój organizm nosi ślady niektórych wybryków. Ostrzegam przed złudą sukcesu i popularności.

K. K.: – Czy niektórzy uczestnicy Twoich warsztatów nie szepczą: "czego ten koleś z Budki może mnie nauczyć"?

M. R. – Niektórzy przychodzą z takim nastawieniem i może tak myślą. Jednak po wykładach zmieniają zdanie. Ten facet z Budki ma naprawdę ma coś do powiedzenia na temat grania na przykład dla 800 tysięcy ludzi czy w jakiś niezwykłych miejscach, długo niedostępnych dla innych zespołów.

K. K.: – Sam dźwigasz swoje instrumenty na scenę. To też nauka dla młodych?

M. R. – Pewnie. Komunikacja i mobilność to elementy bardzo ważne w tym zawodzie. Dobre przygotowanie sprzętu należy też do obowiązków gitarzysty. Pewnie, że najlepsi mają od tego technicznych, to bardzo wygodne. Mimo że przez lata w Budce obsługiwali nas techniczni [członkowie ekipy], sam pakowałem gitarę, sam przecierałem struny. Pomagałem technicznemu, bo nie lubię zaskoczeń, np. gdzie stoi mój wzmacniacz na scenie. Niejednokrotnie sam podłączałem cały system. Dzięki takiemu podejściu wypracowałem sobie własny sound. Przynamniej niektórzy tak twierdzą.

Rozmawiał Krzysztof Kowalewicz;
wywiad ukazał się w Gazecie Wyborczej Łódź 17 września 2007 r.
(autor wywiadu publikuje także w serwisie RockMetal.pl i w Codziennej Gazecie Muzycznej)





(opracowanie - jkw)

Co się działo - na osobnych stronach, rok po roku - szukaj w  Kronice wypadków muzycznych...
 góra strony
<<<  Strona główna witryny Marka Raduli  |  Mapa witryny  |  Sprzęt  |  Gitary  |  KRONIKA