Marek Raduli - czytenia: 
 teksty, artykuły i wywiady
Się dzieje CZYTELNIA SPRZĘT GITARY PŁYTY GALERIA Po godzinach
Czytelnia - wywiady


Gazeta Kołobrzeska, tygodnik powiatowy, 2007

W ramach "Projektu Latarnia - debaty młodzieżowe" z kołobrzeską młodzieżą ponadgimnazjalną
spotkał się Marek Raduli, gitarzysta, kompozytor i aranżer. Rozmawiamy z nim o muzyce lat 80.,
pierwszej i kolejnych płytach, ale również o najważniejszych elementach muzyki i życia.


Bez harmonii nie ma życia

Gazeta Kołobrzeska, tygodnik powiatowy

W ramach "Projektu Latarnia - debaty młodzieżowe" z kołobrzeską młodzieżą ponadgimnazjalną
spotkał się Marek Raduli, gitarzysta, kompozytor i aranżer. Rozmawiamy z nim o muzyce lat '80.,
pierwszej i kolejnych płytach, ale również o najważniejszych elementach muzyki i życia.


Gazeta Kołobrzeska: Często bierze pan udział w tego typu spotkaniach z młodzieżą?

Marek Raduli: – Bardzo często spotykam się z młodymi ludźmi, ale na warsztatach muzycznych, z młodymi zainteresowanymi muzyką. Dzielę się z nimi wiedzą na temat muzyki. A w tym spotkaniu bierze udział młodzież o szerokim profilu zainteresowań, ale nie mająca żadnych inklinacji w stronę muzyki, ani zainteresowań związanych z muzyką. Wyjątkiem są spotkania w Akademii Sztuk Przepięknych u Hołdysa i Owsiaka, gdzie jest parę tysięcy osób przychodzących na wykład o muzyce. Tutaj zostałem wstrzelony w przestrzeń, która nie tyle jest mi obca, co jak widzę zainteresowania muzyką i sztuką są skierowane w stronę dyskoteki i hulaszczego trybu życia, a nie ciężkiej tytanicznej pracy związanej ze sztuką i muzyką.

G. K.: A'propos tego hulaszczego trybu życia. Jak to było wtedy, 27 lat temu, gdy zaczynał pan karierę?
Hulaszcze było to życie?


M. R.: – Hulaszcze?! Absolutnie. Z TSA, w Bandzie i Wandzie. Z TSA grałem jeszcze przed ich wejściem rynkowym, przed Jarocinem. Jestem jednym z współtwórców ich sukcesu. Ja poszedłem studiować do Katowic, a potrzebowali perkusistę na stałe i wynalazłem im młodzieńca pod tytułem Marek Kapłon. Pojechali z tym programem do Jarocina i udało im się wstrzelić w to, na co było wówczas zapotrzebowanie. W Jarocinie spotkali się z Markiem Piekarczykiem i od tego momentu datuje się ta prawdziwa, znana rynkowo TSA.

G. K.: Pamiętam pierwszy koncert Bandy i Wandy zimą czy wiosną 1983 roku w Poznaniu...

M. R.: – Tak, to mógł być pierwszy koncert. Znów byłem współtwórcą zespołu, to ja wymyśliłem Bandę i Wandę. Byłem szefem zespołu. Na perkusji grał wtedy ś. p. Andrzej Tylec. Z Bandą i Wandą nagrałem moje płyty, pierwszą i ostatnią, wszystkie. Utwór "Fabryka marzeń" pochodzący właśnie z tej płyty był pierwszym polskim przebojem, w którym zastosowano technikę gry na gitarze zwaną tappingiem. Z Wandą Kwietniewską nagrałem jeszcze płytę "Mamy czas", ale w międzyczasie ukazał się album grupy Baden Baden - "You Are The One", na którym zagrałem jako sideman. Po rozwiązaniu grupy Banda i Wanda, nagrywałem i koncertowałem z grupami Kciuk Surzyn Band i Bajm. Od 1992 roku grałem w Budce Suflera, to był album "Cisza" i tak zaczęła się moja przygoda z tą właśnie grupą.

G. K.: W 1997 roku ukazała się płyta - solowy pański projekt "Meksykański Symbol Szczęścia".
Skąd taki tytuł?


M. R.: – To był piękny czas w moim życiu. Bardzo dużo podróżowałem. Cały byłem przesiąknięty światem. Z Budką Suflera byliśmy na wielu kontynentach, w wielu miejscach magicznych. Akurat podczas jednej z podróży otrzymałem meksykański talizman – taka rączka z bezcennego kruszcu. To był talizman, który przynosił mi szczęście i skradziono mi go. Tęskniłem za moim talizmanem, brakowało mi go, a ponieważ właśnie pracowałem nad solową płytą postanowiłem sobie stworzyć talizman i płytę nazwałem "Meksykański Symbol Szczęścia". Dziesięć lat minęło, a talizman nadal jest, muzyka jest – mój talizman nadal działa.

G. K.: Po Budce Suflera z kim pan grał i nagrywał?

M. R.: – Grałem i nagrywałem z Tadeuszem Nalepą, Krzysztofem Krawczykiem, Majką Jeżowską, Grażyną Auguścik przed jej wyjazdem do Stanów Zjednoczonych, Three Generations Trio, z Jackiem Skubiszewskim. Teraz jazzmani: Krzysiek Ścierański, Benek Maseli, Wojtek Pilichowski, od czasu do czasu Wojtek Karolak, Leszek Cichoński. Jestem wolnym człowiekiem, wolnym artystą i robię to co sprawia mi przyjemność i to co lubię. A jazz bardzo lubię i cenię.

G. K.: Podczas spotkania z kołobrzeską młodzieżą dużo mówił pan o harmonii, rytmie i melodii.
Bez tej harmonii absolutnie nie ma muzyki?


M. R.: – Harmonia jest podstawą, bez niej nie ma muzyki. Jak któregoś z tych elementów zabraknie, muzyka nie brzmi. Jak jest tylko rytm i melodia, to czujemy pewien dysonans, pewną bolesną pustkę. A jak brak rytmu, to już ewidentnie czegoś brakuje. A harmonia ważna jest nie tylko w muzyce. Bez harmonii nie ma życia, nie ma niczego. Żyjąc w harmonii ze światem, ze swoim wnętrzem, z samym sobą możemy wyrazić się w każdej formie sztuki, nie tylko w muzyce (która - jak podkreślam - bez harmonii nie może istnieć), ale również w sztuce słowa czy obrazu.

Rozmowa i zdjęcie: Marzena Bamber
( publikacja - 31 XII 2007 r., www.gazetakolobrzeska.pl )
Redakcja tekstu i tytuł na tej stronie - jkw


 Marek Raduli solo, 2007
 
·-~#~-·



(opracowanie - jkw)

Co się działo - na osobnych stronach, rok po roku - szukaj w  Kronice wypadków muzycznych...
 góra strony
<<<  Strona główna witryny Marka Raduli  |  Mapa witryny  |  Sprzęt  |  Gitary  |  KRONIKA