Marek Raduli - aktualności: 
 co się dzieje? co jest grane?
Się dzieje KRONIKA SPRZĘT GITARY PŁYTY GALERIA Po godzinach
Trudno być prorokiem we własnym domu...
Ogólnopolskie magazyny muzyczne
i fachowe czy branżowe periodyki
od dawna regularnie zamieszczają
rozmowy i wywiady z Markiem;
właściwie nie ma miesiąca,
żeby gdzieś o nim i jego muzyce
nie można było przeczytać
czegoś nowego
- podobnie jest w internecie.
Tylko lokalna prasa milczy...
Tę dziwną sytuację postanowił zmienić
lubelski dziennikarz muzyczny,
Artur Borkowski,
który przygotował duży artykuł
dla 'Kuriera Lubelskiego'
(ukazał się w piątek 6 sierpnia). Konsultowałem tekst
i zasugerowałem tytuł
-
Marek Raduli zmienia wizytówki
Mimo że artykuł powstał
głównie w oparciu o tę witrynę
i raczej nie ma w nim nic nowego
(czego byśmy tutaj już nie ogłosili),
przedstawimy go w całości.
(jkw)

 Kurier Lubelski 6 VIII '2004 
 Artykuł o Marku Raduli

Marek Raduli zmienia wizytówki

  Ojciec Marka Raduli, był - jak sam go nazywa - grajkiem, który hobbystycznie uprawiał muzykę oraz zbierał przeróżne instrumenty: gitary, mandoliny, akordeony. Na tym ostatnim Marek nauczył się grać najwcześniej, choć dla dziecka "rozhuśtanie" takiej maszyny na własnych barkach nie było zadaniem łatwym. Marek pamięta, że w domu były jeszcze skrzypce, do których jednak nie miał nigdy serca. Kiedyś mały Raduli poszedł na pierwszy koncert w życiu i zakochał się w... perkusji. Żeby kupić sobie pałki sprzedał wszystkie swoje ołowiane żołnierzyki. W podstawowej i średniej szkole muzycznej grał na bębnach. Aż pojechał na klasową wycieczkę do Zakopanego, gdzie usłyszał jak kolega gra na gitarze "Dom wschodzącego słońca" Animalsów i "Angie" Stonesów. Co było dalej łatwo się domyślić...

  Przełomowym momentem w karierze gitarzysty Marka Raduli był udział w nagraniu płyty "Baden Baden - You Are The One", która ukazała się w 1985 roku. - To dla mnie bardzo ważna płyta. Od pewnego już czasu żyłem z gry na gitarze, ale tu po raz pierwszy zagrałem jako sideman. Tyle tylko, że trzeba mi wierzyć na słowo, że gitary na tej płycie gram ja. Zawiłe okoliczności polsko-szwedzkie sprawiły, że na okładce nie ma mojego nazwiska - wspomina Marek.

  Ale na wielu innych albumach nazwisko Raduli widnieje już bardzo wyraźnie; znajdziemy je m.in. na krążkach Bandy i Wandy: "Banda & Wanda" (1984) i "Mamy czas" (1986), Tadeusza Nalepy "Absolutnie" (1991), Three Generations Trio: "Live!" (1995), Bajmu: "Biała armia" (1991), "Płomień z nieba" (1993) i "Ballady" (1997), Zbigniewa Lewandowskiego: "Levandek - Songs For Friends" (1994), wreszcie na płytach Budki Suflera: "Cisza" (1993), "Budka w operze - Live From Sopot'94" (1994), "Noc" (1995), "Nic nie boli, tak jak życie" (1997), "Akustycznie" (1998), "Greatest Hits II" (1999), "Live At Carnegie Hall" (2000) i "Bal wszystkich świętych" (2000). W 1996 roku ukazała się autorska płyta Marka "Meksykański symbol szczęścia", która w 1998 i 2002 roku miała kolejne wznowienia.

  Po ubiegłorocznym rozstaniu z Budką Suflera, Raduli zaczął mieć nareszcie czas na realizowanie własnych pomysłów. Pierwszym z nich jest SQUAD, czyli supergrupa grająca muzykę jazz-rockową (fusion). Na gitarze basowej gra w niej Wojciech Pilichowski, na klawiszach Wojciech Olszak, na perkusji Tomasz Łosowski oraz na skrzypcach elektrycznych - Adam Bałdych. Zespół wystąpił na jubileuszowym, XX 'Jazz Tage 2003' w Ingolstadt i odbył dwie trasy po Polsce. Inne przedsięwzięcie Marka, które szczęściarze mogli zobaczyć i posłuchać na dwóch turach koncertowych w kraju, to dołączenie do jazzującej grupy 'Funk dE Nite' z udziałem afroamerykańskiego klawiszowca (Warren Byrd) oraz holenderskiej trębaczki (Saskia Laroo). Często grywa też w różnych składach z Krzysztofem Ścierańskim (ostatnio - znakomicie przyjęty i oceniony występ na warszawskim, międzynarodowym festiwalu 'Jazz na Starówce').

  Własnym, sztandarowym projektem Marka Raduli jest aktualnie formacja 'Pi-eR-kwadrat', w której towarzyszą mu Wojtek Pilichowski i Tomek Łosowski. To dynamiczne i żywiołowe, doskonale zgrane trio.
- Rozszyfrujmy nazwę: Pi to 'logo' Wojtka Pilichowskiego, eR - inicjał mojego nazwiska, zaś kwadrat to odniesienie do Tomka Łosowskiego, którego gra na perkusji podnosi do kwadratu, "namnaża" Wojtka i mój dźwiękowy show - wyjaśnia Marek.

  W tzw. międzyczasie Marek - jeden z najbardziej wziętych i zapracowanych polskich gitarzystów - brał udział w kilku warsztatach gitarowych z młodzieżą, wspomagał młode zespoły (projekt 'Plaga Rocka'), był jurorem podczas I Ogólnopolskiego Konkursu 'Interpretacje 2004' we Włocławku poświeconego muzyce Jimi Hendriksa, a na zaproszenie Leszka Cichońskiego wystąpił we Wrocławiu podczas próby bicia rekordu Guinnessa w ilości gitarzystów grających wspólnie "Hey Joe" (zebrało się ich 916, ale to jeszcze mało... potrzeba przynajmniej 1.556 gitar, jak na razie; za rok kolejna próba).

  Można zapytać, czy nie jest to nadaktywność? Czy w tym szaleństwie jest metoda? Odpowiedzią może być właśnie ogłoszony wynik plebiscytu czytelników i dziennikarzy muzycznych prestiżowego magazynu "Gitara i bas + bębny" w ankiecie "Gitarowy Top'2004". Oto kilka kategorii tego zestawienia: nowa nadzieja - SQUAD, najlepszy gitarzysta-rock - Marek Raduli (nr 2), najlepszy basista (wszystkie gatunki) - Wojtek Pilichowski, najlepszy perkusista (wszystkie gatunki) - Tomek Łosowski, najlepsza sekcja rytmiczna - bas + bębny - Wojtek Pilichowski i Tomek Łosowski.

I co dalej Panie Marku?

- Jesienią, wraz z rozpoczęciem sezonu grania klubowego, powinienem mieć w ręku rezultat mojej półtorarocznej pracy, a mianowicie płytę opowiadającą o muzycznych spotkaniach, których byłem sprawcą albo udziałowcem. Wydawnictwo będzie się składało głównie z nagrań na żywo, których dokonałem z polskimi artystami wymienionymi już przez ciebie, a także z gośćmi ze świata - to wspomniana Saskia Laroo i Warren Byrd oraz Steve Logan (basista którego zapraszali David Sanborn, Cyndi Lauper czy John Scofield), a także Bob Jarzombek (perkusista słynnych grup Halford i Judas Priest). Na krążku znajdzie się także pięć nagrań studyjnych grupy SQUAD. Chciałbym, aby ta kolekcja była moją nową wizytówką na rynku klubowego grania. Wprawdzie przez ostatnich dziesięć lat pojawiałem się na tej scenie od czasu do czasu, m.in. z Tadeuszem Nalepą, w formacjach Kciuk Surzyn Band czy wariacjach Three Generations Trio (ze Zbyszkiem Lewandowskim), to jednak dopiero teraz mogę w pełni pokazać, co potrafię jako muzyk i kompozytor.
Artur Borkowski, sierpień 2004 r.


 Kurier Lubelski 6 VIII '2004 
 Artykuł o Marku Raduli


MAREK RADULI. Mówi, że jego życiem i hobby jest muzyka, ulubionym strojem buty kowbojki i skórzane spodnie. Z używek od sześciu lat nie przyjmuje niczego prócz nikotyny i kawy (z którymi też chciałby się rozstać), a seks uprawia tylko z własną partnerką. Mógłby jeść na okrągło kurczaki i jeździć wymarzonym Audi All-Road. Pytany o definicję muzyki fusion, którą najchętniej grywa, tłumaczy, że jest to ekspresja rockowa poszerzona o wiedzę zawartą w muzyce jazzowej i klasycznej. Pat Metheny, Scott Henderson, Steve Lukather, John Scofield, Frank Gambale, Allan Holdsworth, Robben Ford i grupa Toto to wykonawcy, których Raduli słucha zawsze z najwyższą uwagą. A płyty, które zabrałby ze sobą na bezludną wyspę? Marek wylicza: Mike Stern "Upisde Downside", Jeff Beck "Wired", Scott Henderson "Dog Party", najnowszy koncert Robbena Forda, na pewno pierwszy Electric Band Chicka Corei, Toto "Kingom Of Desire". Wziąłby również płytę koncertową Karizmy z 2000 roku oraz repertuar rockowy: "Skyscraper" Davida Lee Rotha z Steve Vaiem oraz pierwszą płytę Blue Murder Johna Sykesa.

W artykule wykorzystano fotografię Adama Pasierskiego
Autor artykułu korzystał z autoryzowanej witryny Marka www.raduli.info,
serwisu www.fusion.pl ("Oczko - 21 pytań") oraz konsultował całość z redaktorem tych stron (jkw).



(opracowanie - jkw)

Co się działo - na osobnych stronach, rok po roku - szukaj w  Kronice wypadków muzycznych...
 góra strony
<<<  Strona główna witryny Marka Raduli  |  Mapa witryny  |  Sprzęt  |  Gitary  |  KRONIKA